5 lut 2016

Prolog „To, co nie zostało powiedziane”



Rok 1997, Arendal

Uciekała, nie mogła już dłużej tego znieść. Dusiła się, czuła się zniewolona. Czasy wojenne zmusiły jej rodzinę do podjęcia radykalnych środków. Niestety rodzina królewska ma zobowiązania, ale ona nie mogła się z tym pogodzić. Nie mogła tak. Chciała się zwyczajnie zakochać, mieć niezapomniany ślub, kochającego męża i urodzić dziecko. Oczywiście los miał dla niej inne plany.
-Luizo, bardzo dobrze wiesz, że nasze królestwo jest w nie ciekawej sytuacji. Dlatego zawrzemy sojusz z Kristiansand poprzez małżeństwo twoje i księcia Jorgiena.
-Co?! Nie zgadzam się! Nie jestem kawałkiem ziemi ani trofeum żeby się o mnie targować lub się mną afiszować!
-Twój brat Claus jest mi potrzebny na froncie i w kraju, a ty jako moje drugie dziecko i jego młodsza siostra masz obowiązek pomóc naszemu królestwu.
-Ależ ojcze…
-Dosyć! Taką decyzję podjąłem i tak będzie. Poza tym, będzie lepiej jak stąd znikniesz. Przynajmniej ciebie ominie całe to nieszczęście.
-W takim razie wolę umrzeć niż zgodzić się na to upokorzenie!
-Nie przeciągaj struny!
-Nienawidzę cię!
-Jeszcze nie skończyłem. Natychmiast tu wracaj! Luizo!

Ale ona już nie słuchała. Jedyne co wiedziała to to, że musi spakować kilka najpotrzebniejszych rzeczy i uciekać. Spory kawałek przejechała konno lecz musiała jakoś zmylić swoich krewniaków, dlatego na resztę drogi wybrała pieszą wędrówkę. Szła bardzo długo i daleko, jak najdalej się dało. Po kilku godzinach nie czuła już nóg. Nie mogła sobie pozwolić na nawet krótki odpoczynek dlatego wyciągnęła ostatnią kartę jaką posiadała – przemiana. Do małego tobołka, który z sobą niosła włożyła ubrania, które chwilę temu z siebie ściągnęła, razem z trzewikami. Wchodząc do rzeki czuła jak jej druga natura przejmuje kontrolę. Po chwili zamiast nóg miała ogon o granatowym odcieniu łusek, a małe paski tychże ozdób wyrosły jej pod nadgarstkami, na wewnętrznej stronie przedramion. Za uszami wyczuła skrzela, paznokcie jej się wydłużyły, a całe cało pokryło się lekką otoczką śluzu. Włosy nabrały blasku, objętości i prawie w całości zakryły nagie piersi. Na szyi i czole pojawiły się białe i czerwone perły – insygnia dowodzące, że w jej żyłach płynie królewska krew. Każda syrena czy syren wywodzący się ze znakomitej dynastii posiada swoje indywidualne insygnia. Kobieta, zaledwie mająca dwadzieścia lat, otoczyła torbę lekką mgiełką magii i zanurkowała w wodną toń. To była prawdziwa ona. Woda, spokój i podzielenie się swoim szczęściem z pływania z kimś innym to jedyne czego było jej teraz potrzebne. Płynąc o wiele mniej się męczyła. Gdy wchodziła do wody był późny wieczór, a teraz robił się poranek. Już widziała port nowego miasta, ale nie mogła do niego wpłynąć. To dla niej bardzo niebezpieczne w tej formie. Odbiła w prawo kierując się w stronę małego zagajnika, tam będzie mogła wyjść i się ubrać. Nie pomyślała jednak o tym, że ktoś o tej porze może być już na nogach i nigdy do głowy by jej nie przyszło, że ktoś może do niej strzelać z kuszy, ponieważ pomylił ją z wodnym drapieżnikiem. Udało jej się wydostać głowę na powierzchnię próbując nie łapać zbyt łapczywie powietrza. Strzała przebiła jej brzuch i otarła się o płuco. Gdy dotknęła lądu była już tak zamroczona, że nawet nie poczuła rąk, które wyciągnęły ją na brzeg i głosu mężczyzny – jej wybawiciela. Osuwając się w ciemność nie wiedziała już nic – co się z nią stanie, czy przeżyje ani nawet tego, że owy młodzieniec jest tym samym mężczyzną, któremu włoży na palec złoty krążek składając przysięgę małżeńską.
 * * *





____________________________________________________
 I jak się podobało? Mam nadzieje, że zachęciłam was tym do dalszej lektury :) Jako, że jest to opis przeszłości przyjęłam, że akcja mojego opowiadania jest w teraźniejszości, czyli w 2016 roku. Ogólnie początki tego opowiadania powstały rok czy dwa lata temu, ale to, że dodaje je teraz popchnęło mnie do tego, by akcja była obsadzona w czasie rzeczywistym. Co do muzyki, nie każdemu to pasuje, ale ja zawsze czytam coś przy cichym zawodzeniu telefonu czy laptopa, więc nie byłabym sobą gdyby takowej zabrakło przy moim opowiadaniu :D Tak jak wspominałam protagonistą tego opowiadania jest Lukas, a nie Luiza. No, ale jeśli komuś się spodoba prolog i będzie bardzo ciekaw jak to się rozwinęło, to w miarę jak będę pisać główną część mogę też zacząć tworzyć historię rodziców (choć wolałabym się tym nie zajmować, bo kompletnie nie mam pomysłu na dokładny opis ich życia, ale zawsze mogę spróbować xD). To chyba tyle ode mnie. Mam nadzieje, że komukolwiek się to spodoba.

Do poczytania!

P.S.

A oto eteryczna Luiza w wyobrażeniach Edgara.
Bardzo dobrze widać jej królewskie insygnia :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz